Wciśnięta w skórę,
zmaterializowana w
kawale mięsa,
przemieszcza się
na nogach po ziemi,
w czasoprzestrzeni
płonie, tonie,
wisi, upada.
Rozciągnięta
trzeszczy na sztalugach z kości,
wydaje się obrazem
na podobieństwo
odbicia w lustrze z
oczu niewidzialnego malarza.
I chce się z tego
wyobrazić za każdym razem,
kiedy łzy kapią
na pędzel,
bo nie chce żadnej
formy,
żadnej przyczyny,
żadnego początku i końca.
I chce się oderwać
od każdego stworzenia,
kiedy ono śni o
swojej nieśmiertelności,
bo nie chce jej i
jego w żadnej postaci.
Chce nie chcieć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz